SZKOLNY PERYSKOP

Gazetka szkolna Gimnazjum nr 1 w Polkowicach, nr 5, marzec/kwiecień 2001

wiosna.jpg (8366 bytes)

SAMORZĄDNOŚĆ
SZKOLNA
- ZAŁOŻENIA
A RZECZYWISTOŚĆ

Samorządność szkolna polega m.in. na rozwiązywaniu problemów i organizowaniu życia społeczności szkolnej przez uczniów i współpracujących z nimi nauczycieli. Jestem członkiem Samorządu Uczniowskiego Gimnazjum nr 1 w Polkowicach i z doświadczenia wiem, że plany i założenia często rozbiegają się z rzeczywistością.
Samorząd uczniowski to według encyklopedii "demokratyczna organizacja zrzeszająca wszystkich uczniów danej szkoły w celu reprezentowania ich interesów wobec nauczycieli, rodziców i administracji szkolnej". Jednak słowa "zrzeszająca wszystkich uczniów szkoły" raczej nie znajdują odzwierciedlenia w rzeczywistości. Wiadomo, że kilkuset uczniów nie może sprawować jednocześnie rządów, dlatego w demokratycznych wyborach wyłaniana jest Rada Samorządu Uczniowskiego. Członkowie tej Rady mają za zadanie reprezentować uczniów i rozpatrywać ich propozycje, pomagać je zrealizować. Ale dzisiejsza młodzież zrzuca podejmowanie inicjatywy i wszystkie obowiązki właśnie na tę Radę. Uczniowie nie chcą sami niczego zaproponować, pomóc, a czasami nawet uczestniczyć w zorganizowanej imprezie. Wszyscy przyjmują całkowicie bierną postawę. Przykładowo, gdy Samorząd w mojej szkole próbował urozmaicić przebieg szkolnej dyskoteki, proponując konkursy, młodzież zareagowała zniechęceniem. Nikt nie chciał uczestniczyć w zabawie, nawet jeśli mógłby wygrać jakąś nagrodę. Jakiekolwiek inne próby uatrakcyjnienia życia szkolnego kończą się na dobrych chęciach. Audycje nadawane przez radiowęzeł są tolerowane tylko dlatego, że przerywają lekcje, a uczniowie i tak ich nie słuchają.

Poza tym, mimo że na lekcjach wos-u i godzinach wychowawczych wszyscy są zapoznawani z regulaminem i kompetencjami samorządu szkolnego, większość nadal uważa, że ta organizacja jest po to, by urządzać same dyskoteki, dni wolne od pytania i tym podobne przyjemności. Nie zdają sobie sprawy, że Rada SU robi również inne rzeczy. Często gdy słyszą, że remont boiska, budowę parkingu dla rowerów czy postawienie "ściany wolności" zawdzięczają wstawiennictwu przedstawicieli SU, reagują zdziwieniem. To samo dotyczy prowadzonych akcji charytatywnych, gazetek ściennych na tablicach itp. Wszyscy myślą, że to dzieje się samo. Dlatego wśród uczniów, w kilka tygodni po ostatniej dyskotece, panuje opinia, że "ten samorząd to właściwie nic nie robi". 
Rzeczywistość jest taka, że mimo największych chęci ze strony członków Rady, nie można zorganizować tego wszystkiego, co by chcieli inni, ponieważ niekiedy ich zapał ostudzają ograniczenia w budżecie i ze strony niektórych nauczycieli, którzy uważają, że w szkole trzeba przede wszystkim się uczyć, a nie bawić. Młodzież nie rozumie, że to, co dla niej jest świetną zabawą, nie zawsze jest zgodne z regulaminem, przepisami bezpieczeństwa. Niektórzy uczniowie chcą na dyskotekach skakać i popychać się zamiast tańczyć i nie zdają sobie sprawy, że komuś może się stać krzywda. Chcą wycieczkę, ale nie chcą za nią płacić. Chcą dyskotekę do późna, a nie chcą pomóc ani w przygotowaniach, ani w sprzątaniu. Chcą dni wolne w środku tygodnia, a nie chcą później w sobotę tego odrabiać.
Rada powinna też być głosem uczniów, ale nie zawsze można tak po prostu rozwiązać wszystkie problemy. A młodzież, kiedy napotyka na drodze jakieś przeszkody, szybko rezygnuje i woli nie robić nic. Są tacy, którzy oskarżają nauczycieli i uczniów, a jak dochodzi do rozmowy, to wycofują się i nic nie można na to poradzić.
Kłopot leży również w samej Radzie SU. Członkowie Rady nie są przyzwyczajeni do tylu obowiązków. Często nie mogą podołać zadaniom, jakie na siebie przyjęli. Co roku wybiera się nową Radę, pojawia się w niej wielu uczniów, którzy nie mają doświadczenia w pracy samorządowej. Nasza szkoła zorganizowała w tym roku warsztaty dla nowo wybranej Rady. Uczestnicy poznawali, co to jest właściwie samorząd, poznawali dokładnie jego zadania, ułożyli plan działania, dawali
pomysły, jak umilić życie w szkole. Niestety, po powrocie cały zapał ostygł. Znowu musieli wrócić do zwykłych lekcji, sprawdzianów i zadań domowych. Zaczęło wszystkim brakować czasu, a ci, którzy tryskali pomysłami, okazali się nieodpowiedzialni. Pozostało tylko kilka osób czynnie uczestniczących w działaniach. Rzeczywistość może rozczarowywać, ale wierzę, że po jakimś czasie uczniowie dostrzegą sens wspólnego działania i nauczą się współpracować. W końcu jesteśmy już uczniami gimnazjum, z roku na rok starszymi, dojrzalszymi i... powinniśmy wiedzieć, czego chcemy i jak o to walczyć.

Marta Bejma
kl. II d
przewodnicząca SU

WYWIAD

PEDAGOG - STRAŻNIK CZY
PRZYJACIEL?

Wywiad z pedagog, panią Uruszulą Bunkiewicz

Pedagogika to nauka o wychowaniu, zaś pedagog to dziś nauczyciel wychowawca, a także teoretyk wychowania. Pani Urszula Bunkiewicz jest pedagogiem szkolnym w Gimnazjum nr 1 w Polkowicach. Pracuje w swym zawodzie już około jedenastu lat.

- Dzień dobry. Jesteśmy uczennicami II klasy gimnazjum. Chciałybyśmy przeprowadzić z Panią wywiad do gazetki szkolnej. Czy może Pani odpowiedzieć na kilka pytań?
- Tak, oczywiście.
- Czy może nam Pani powiedzieć, skąd wziął się pomysł, aby być pedagogiem i pracować z młodzieżą?
- Pochodzę z rodziny "nauczycielskiej". Od dziecka bawiłam się w szkołę i nauczycielkę. Może to rodzinne?
- Na pewno nie od zawsze chciała być Pani pedagogiem. Jakie miała Pani plany na dorosłe życie?
- Będąc w klasie maturalnej, myślałam o studiach pedagogicznych. Po studiach - praca z młodzieżą. Tak się składa, że zawsze podobał mi się zawód nauczyciela. I osiągnęłam swój cel.
- Proszę nam powiedzieć coś więcej o pracy pedagoga. Czy jest ona ciężka i czy lubi ją Pani?

Następna strona

Powrót do archiwum