Jestem osobą, która osiąga bardzo dobre wyniki w nauce. Nieraz słyszałam: "Ty kujonko!" Wśród gimnazjalistów panuje moda na lenistwo. Prawie każdy, kto dostaje "pałę", chwali się później kolegom. Nie rozumiem tego zjawiska. Ja, gdybym otrzymała jedynkę, spaliłabym się ze wstydu. To przecież dno. Ci, którzy nie radzą sobie z nauką i są zbyt leniwi, aby zrobić cokolwiek, żeby sobie pomóc, uczynili ze swej wady szpan.
Kiedy przechodzę obok grupki młodzieży, słyszę tylko przekleństwa. Gdyby ktoś ocenzurował rozmowy młodych ludzi, zostałby piskliwy dźwięk: "piiii". Naprawdę nie wiem, dlaczego nastolatki używają, lekko mówiąc, brzydkich słów. Czy daje im to satysfakcję? Może czują się lepsi albo bardziej dorośli?
Jako osoba wierząca, nie piję alkoholu, nie palę papierosów, nie uciekam się także do innych używek. Nigdy nie będę popularna, ponieważ to (przynajmniej w naszej szkole) uzyskują tylko ludzie palący, pijący. Słyszałam już nieraz: "Oni są spoko". Ja nie mam zamiaru marnować swojego życia i nie mam pojęcia, dlaczego zło imponuje młodzieży. Przecież to straszne! Zło to nie tylko używki, to także przemoc, jaką młodzi ludzie potrafią stosować wobec słabszych. Bicie to też szpan, szczególnie wśród chłopców. Są zachwyceni, gdy kolega kopie psa lub kota. Śmieją się i po chwili sami włączają się do bicia. Młodzież szpanuje także wyglądem. Dziewczęta ubierają obcisłe bluzeczki i krótkie spódniczki, aby podobać się chłopcom. Oni zaś tworzą inny styl, najczęściej "dresiarski". Nie mogę potępić sposobu ubierania się ludzi, gdyż to nie moja sprawa, lecz nie mogę stać obojętnie, widząc, jak zachowują się nastolatki w stosunku do gorzej ubranych rówieśników. Jeżeli nie masz firmowych adidasów, nie jesteś tolerowany, jesteś wyśmiewany z powodu tanich podróbek na nogach. To smutne, bo według mnie nie liczy się wygląd zewnętrzny, lecz dusza człowieka.
Uchodzę za osobę tolerancyjną, ale nie mogę znieść faktu, że młodzi ludzie tolerują, a nawet podziwiają zło. Co stanie się ze światem, jeśli już teraz panuje nienawiść i wrogość.
Mam nadzieję, że przekonałam Was, iż nie należy ślepo naśladować szpanerów.

J.T.

A MOŻE TO WCALE NIE SEN? (opowiadanie)

Nareszcie piątek. Jeśli nawet później położę się spać, to i tak jutro wstanę wyspana, bo mogę dłużej pospać.

"Dobranoc!!!" - krzyknęłam ze swojego pokoju na całe mieszkanie, zamknęłam drzwi, położyłam się, nastawiłam wieżę na automatyczne wyłączanie za pół godziny i zasnęłam. Miałam bardzo dziwny sen. Śniło mi się, że fruwam, że jestem wolna. Latałam nad jakimś nieznanym lądem. Miałam ogromne, błękitne skrzydła z piór. Ubrana byłam w niebieską sukienkę. Ziemia, nad którą się znajdowałam, z dużej wysokości wyglądała cudownie. Widziałam lasy, jezioro, wodospad. Jednak najdziwniejsze było to, że z jednej strony ląd był otoczony górami, a z drugiej - pustynią. Korony gór pokrywał bielutki śnieg, natomiast piaszczysta powierzchnia wyglądała jak zmącona woda. Fruwałam tak nad tym cudem natury i nagle poczułam, że zaczynam gubić pióra. Wpadłam w panikę, ale nie mogłam wylądować. Nie wiem dlaczego. Niespodziewanie zaczęłam spadać w kierunku gór i myślałam, że się o nie rozbiję. Ale jednak wylądowałam na jednym z drzew w puszczy. Po zejściu na dół usłyszałam delikatną i spokojną muzykę. Postanowiłam poszukać jej źródła, gdyż zafascynował mnie jej ton. Szłam i czułam, jak opadały mi pióra. Jedno po drugim. Na początku przemierzałam okolice jeziora. Jednak już po chwili stanęłam przed następnym lasem. Właściwie to nie był las, tylko olbrzymie cierniste krzaki koloru niebieskiego. Dziwnie to wszystko wyglądało. Spojrzałam na swoją dłoń. Była cała we krwi. Druga ręka, nogi, twarz -  również. Czułam ból przez sen. Moja sukienka została prawie całkowicie zniszczona. Obejrzałam się za siebie i zauważyłam, że moje skrzydła uległy cierniom i wiatrowi. Czułam się taka samotna i bezradna. Zdawało mi się, że te krzaki mnie nie akceptują, że chcą mnie zniszczyć. Tak się bałam. Płakałam, wołałam o pomoc. Jednak nikt nie odpowiadał. W końcu dotarło do mnie, że się zgubiłam. To mnie przeraziło. Kucnęłam i chciałam zniknąć. Miałam dość wszystkiego. Nagle, nie wiadomo skąd, usłyszałam ponownie tę muzykę. Chcąc nie chcąc, zaczęłam biec. Nie zważałam na ciernie, które jeszcze głębiej mnie raniły, ani na wiatr rozwiewający moje włosy. Biegłam przed siebie i coraz głośniej i wyraźniej słyszałam melodię, która mnie zawiodła w te cierpienia. Już po chwili na moją twarz zaczęły padać pierwsze promienie słońca. Nareszcie. Wyszłam z tego piekła. Spojrzałam w niebo. Dopiero wtedy zauważyłam, że posiadało ono słońce i księżyc. Trochę mnie to zdziwiło, ale nie przywiązywałam do tego wielkiej wagi. Stałam w miejscu. Próbowałam wsłuchać się, skąd dochodzi muzyka. Słyszałam ją gdzieś z boku. Popatrzyłam więc w bok i zamarłam na chwilę. Przede mną rozciągał się piękny, ogromny wodospad. Woda była bardzo błękitna i przejrzysta. Nad tym, co widziałam, zobaczyłam również piękną tęczę. Nie zastanawiając się długo, szybkim krokiem podążałam w stronę wodospadu. Muzyka była głośniejsza z każdym metrem. Kiedy już znalazłem się nad brzegiem rzeki, do której spływał strumień wody, chciałam obmyć krew z mojego ciała.

Jednak woda była tak kusząca, a muzyka tak cudowna, że nie mogłam się powstrzymać i weszłam do rzeki. Z początku trochę się bałam, ale na szczęście nic mi się nie stało. Czułam się cudownie. Słońce ogrzewało mi twarz, melodia nadal unosiła się wokół mnie. Ale przecież nie znalazłam jeszcze jej źródła. Wyszłam z wody. Zobaczyłam szczelinę między wodospadem a skałami. Postanowiłam tam pójść. Na miejscu poczułam dziwną ulgę. Weszłam w tę szczelinę i... nie wierzyłam własnym oczom. Wokół mnie były piękne kwiaty. Wszystkie koloru niebieskiego. Pośród nich zauważyłam swoje skrzydła. Całe. Dotknęłam ich i poczułam, że mam je na plecach. Wyszłam zza wodospadu i odfrunęłam. Obudziłam się z dziwnym uczuciem. Szybko wstałam i sięgnęłam po sennik.Sprawdziłam, co znaczy kolor niebieski we śnie. Okazało się, że jest to barwa duszy, symbol nieba. Skrzydła natomiast oznaczały wolność. Spojrzałam na zegarek. Była godzina 8:00. Postanowiłam jeszcze trochę pospać. Gdy zbliżałam się do łóżka, coś połaskotało mnie po plecach. Zaczęłam się drapać i po chwili na podłodze zauważyłam duże, błękitne pióro. Stanęłam jak wryta. Zaniemówiłam przez moment. Podniosłam piórko i usiadłam na łóżku. Zastanawiałam się, skąd ono się wzięło. Przecież to było niemożliwe, to nie mogło być pióro ze skrzydeł z mojego snu. Zachodziłam w głowę, jak się tu mogło zaleźć. To był najdziwniejszy sen w moim dotychczasowym życiu. A może to wcale nie był sen?

A.J., kl. II d


STOPKA REDAKCYJNA

"Szkolny Peryskop" redagują:
Marta Bejma, Agata Jakubowska, Justyna Tomicka, Joanna Macyszyn.
Skład komputerowy:
Witold Haberek, Łukasz Kołtun, Tomasz Wyskup, Dominik Cierlik.
Publikacja w internecie:
Zbigniew Forjasz

Rysunek Przemka Piekarskiego, byłego ucznia
Szkoły Podstawowej nr 4 w Polkowicach

UWAGA!!! Następny numer Szkolnego Peryskopu ukaże się dopiero we wrześniu 2001 roku.

| Poprzednia strona | Do góry |

Powrót do Archiwum